Jak być "eko" a nie dać się wpuścić w maliny


Kiedy w grę wchodzi nie tylko moda i pieniądze, ale również nasze zdrowie, warto bardziej zagłębić się w temat. Mowa o byciu "eko", a dokładniej o coraz to nowych półkach sklepowych uginających się pod ciężarem "zielonych produktów" oznaczonych znajomym listkiem, który kojarzy nam się z drogą inwestycją w nasze zdrowie. Oczywiście, o ile sama ideologia wprowadzania bardziej zrównoważonych metod upraw jest jak najbardziej potrzebna w dzisiejszym świecie, o tyle musimy jeszcze pamiętać o jednym - biznes to biznes.

Gdyby było tak, że z założenia rolnictwo jest zrównoważone (nie "eko", nie "slow", nie "vege") - czyli takie rozsądne, ekonomiczne, szanujące zasoby naturalne, wykorzystujące naturalny klimat i nastawione na "usługi", a nie "wyzysk" - to pewnie nie byłoby dzisiaj tematu. Problem rolnictwa zaczyna się w momencie, kiedy producent nie stara się tylko produkować, ale za wszelką cenę jak najwięcej sprzedać. Można oczywiście znaleźć wiele argumentów i historii starających się tych producentów wytłumaczyć wysoką konkurencją, słabą gospodarką i niesprzyjającymi siłami natury ale pamiętajmy, że w tym momencie tłumaczymy ludzi, którzy świadomie zatruwają nas i nasz świat.


Mój wpis świata nie zmieni ale myślę, że ten wstęp był ważny, aby trochę inaczej spojrzeć na rynek żywności ekologicznej. Chciałam tym samym przekazać, że ogólnie na tyle na ile nas stać i na ile możemy zatroszczyć się o nasze zdrowie, zdrowie naszej rodziny i planety, zawsze powinniśmy kupować produkty świadomie z dobrych źródeł, a najlepiej z upraw zrównoważonych. Ale! Nie oszukujmy się, producenci za żywność ekologiczną często oczekują dużo większej zapłaty i bardzo często wykorzystują certyfikat "żywności ekologicznej", aby na nas - nieświadomych konsumentów - wpuścić w maliny.


Oficjalne unijne logo rolnictwa ekologicznego


Zdobycie takiego certyfikatu wymaga wielu procedur i troski o uprawy. Dopuszczalne są tylko niektóre praktyki, nawozy czy opryski oczywiście również oznaczone zielonym listkiem. Miejsce, gleba i gotowy produkt są sprawdzane pod kontem bezpieczeństwa i czystości chemicznej oraz toksykologicznej. I to dobrze. Daje nam to pewne poczucie bezpieczeństwa. Tylko czy czasami nie przesadzamy? Lub czy może nie odwraca się w ten sposób naszej uwagi? Czy nie powinniśmy jako konsumenci oczekiwać, że zwyczajnie, każda produkowana żywność będzie zdrowa i bezpieczna? Własnie nie "eko" tylko zdrowa i bezpieczna. Przecież od tego zależy nasze życie. Dlatego uważam, że chociaż rynek żywności ekologicznej jest potrzebny i dobry to nie powinniśmy go bez zastanowienia napędzać modą. A to co widzę ostatnio w sklepach, to już chyba bardziej moda niż potrzeba.


Jak korzystać z żywności ekologicznej z głową? Warto wiedzieć, że są warzywa/ owoce mniej i bardziej kumulujące toksyny oraz te mniej i bardziej wrażliwe na ich działanie. Instytut badawczy Environmental Working Group (EWG) co roku aktualizuje najnowsze badania naukowe i publikuje listy najczystszych i najbardziej zanieczyszczonych warzyw i owoców. Wynika z nich, że wiele gatunków, mimo stosowania przez rolników nieuczciwych praktyk produkcji żywności, nie kumuluje w sobie toksycznych dla nas substancji! Czy to znaczy, że można je produkować w sposób jak dotychczasowy? Uważam, że nie. Ma to mimo wszystko wpływ na nasze środowisko. Ale czy te produkty są dla nas szkodliwe - nie, na pewno nie są. Uważam więc, że sprzedawanie np. "eko" brokułu w 2-3 razy wyższej cenie i jeszcze zapakowanego szczelnie w folię jest po prostu nieuczciwym wyzyskiem eko-konsumentów. Brokuł można by uprawiać w sposób "zrównoważony", bez szczególnej troski, i byłby nadal wartościowym, zdrowym i tańszym produktem. Ale, są jednak też takie warzywa i owoce, które tej szczególnej troski potrzebują, ponieważ nawet hodowane na działce za domem bardzo szybko kumulują nawet spaliny z biegnącej niedaleko drogi szybkiego ruchu czy z komina sąsiadów palących w piecu plastik.

Temat jak widzicie jest bardzo trudny ponieważ zahacza nie tylko o aspekt świadomego wyboru pod kontem zdrowia, ale też ekonomi i naszej moralności. Ja osobiście kupuję produkty "bio" tylko wtedy, kiedy wiem, że są dla mnie bezpieczniejsze i zdrowsze od tradycyjnych produktów. Aby Wam ułatwić ten wybór publikuję najnowsze listy EWG. Bardziej wnikliwych odsyłam do strony Instututu gdzie można znaleźć pełny przegląd badań.

Jest wiele głosów mówiących o tym, by do tych list podchodzić z dystansem. Nie zgodzę się z tym. To prawda, że badania opierają się o produkty dostępne głównie w Ameryce Północnej a przecież na naszym rynku raczej jest ich niewiele. To prawda też, że listy opierają się nie tyle o toksyczność pochłoniętych chemikaliów ile o ich ilość. Dla mnie najważniejszym wnioskiem jest jednak ten przedstawiony powyżej - wrażliwość gatunkowa - jeśli truskawki z Ameryki najszybciej i najmocniej kumulują używane tam pestycydy i zanieczyszczenia środowiskowe to nasze truskawki również. Potwierdzają to zresztą również badania Europejskie EFSA (European Food Safety Authority)! Nie są jednak one opracowywane w tak szerokim zakresie i przejrzystej formie.

To jeszcze tylko sposób na poradzenie sobie w domu z parszywkami:


Pozostałości pestycydów możemy usunąć z owoców i warzyw poprzez ich dokładne mycie, obieranie i obróbkę termiczną. Sposobem uznawanym za najskuteczniejszy w pozbywaniu się pestycydów z warzyw i owoców jest ich odpowiednie mycie:

1. Przez 2-3 minuty płuczemy je w wodzie o odczynie kwaśnym (1 litr wody + pół szklanki octu albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego)

2. Następnie przez 2-3 minuty płuczemy w wodzie o odczynie zasadowym (1 litr wody + 1 czubata łyżka sody oczyszczonej).

3. I na koniec płuczemy jeszcze raz wszystko w czystej wodzie.



28 wyświetlenia

Czynne: pon. — pt.: 10:00 — 18:00
sobota: 11:00 — 15:00

Dietetyk kliniczny

Maria Kisielowska

ul. Juliana Ursyna Niemcewicza 26 (VI piętro, pokój 606)
 71-520 Szczecin

©2018 by Maria Kisielowska & Grzegorz Szalewicz

Oficjalni partnerzy: