Hyggeligt måltid - co o zdrowej diecie wiedzą Duńczycy?

Nie ma chyba bardziej hyggelight pory roku niż zima. Tak zresztą potwierdzają Duńczycy, którzy za największe dobro narodowe uważają komfort, przyjemność, rozpieszczanie, bezpieczeństwo. Duńczycy są też dobrym przykładem dla nas, jak radzić sobie z dietą w zimowym sezonie , który u nich, trwa niemal pół roku. Dlatego postanowiłam nieco przybliżyć Wam tradycyjną dietę duńską. Oczywiście w teorii wiemy, że najzdrowszą dietą jest dieta śródziemnomorska, ale w praktyce, nawet mnie, dietetyka, dopada zimowa frustracja, kiedy półki warzywno-owocowe stają nie puste, a szary deszczowy dzień zupełnie przestaje pasować do rukoli z pomidorami i pietruszkowego smoothie.

Duńczycy nie żałują sobie pysznego jedzenia. Niestety nie chodzi tu o zdrowe jedzenie. Dania przoduje w konsumpcji słodyczy. Na każdego mieszkańca przypada średnio 8,2kg słodyczy rocznie. Dla zobrazowania, średnia europejska to 4,1kg, o połowę mniej! Powołując się na swoją pogodę, tłumaczą, że to ona niejako wymusza na nich kaloryczny sposób odżywiania. Duńczycy spożywają zazwyczaj dwa główne posiłki - śniadanie i kolację a w ciągu dnia raczą się mniejszymi posiłkami np. w formie ulubionych kanapek smorrebrod, najchętniej z dodatkiem tłustych serów, wędzonych ryb morskich lub past mięsnych. O tak! Duńczycy spożywają najwięcej wieprzowiny i podrobów na całym świecie! Aż 40% mieszkańców Dani deklaruje spożywanie podrobów każdego dnia. Średnia spożycia wieprzowiny dochodzi do 60kg rocznie na jednego mieszkańca a dodać należy jeszcze kolejne 30kg wołowiny! Nie wiem jak bym przeżyła tydzień w typowym duńskim domu ale patrząc na ich deklarowany poziom zadowolenia z życia, nawet gdybym wróciła głodna, to przynajmniej szczęśliwa. Można by więc w pierwszym odczuciu stwierdzić, że Duńczycy, owszem, mogą nas uczyć narodowego Hygge, ale swoich paskudnych zwyczajów żywieniowych to powinni się jak najszybciej pozbyć.


A jednak, możemy się od nich sporo nauczyć, mają bowiem niezaprzeczalne doświadczenie w diecie na sezon zimowy a według raportu dotyczącego najzdrowszych narodów na świecie Bloomberg Global Health zdecydowanie nas wyprzedzają. Postanowiłam więc poszukać ich sposobów na zdrowie, które moglibyśmy przygarnąć do polskiej kuchni.

Być może ich narodowe zdrowie to dowód na ścisłe połączenie między zdrowiem fizycznym i psychicznym. Duńczycy nawet do jedzenia podchodzą hygge. To znaczy, że większą uwagę przywiązują do tego jak przygotowują jedzenie i z kim je spożywają niż do samego jedzenia i diety. A wiadomo, że posiłki spożywane w towarzystwie mają zbawienny wpływ zarówno na nasze relacje z innymi jak i stopień ogólnego zadowolenia i dobrego samopoczucia. W polskich podręcznikach do dietetyki również zawsze pojawia się temat rodzinnych posiłków, przygotowywania posiłków z dziećmi, planowania chociaż jednego wspólnego posiłku. Ta wspólnota ma duże znaczenie o czym naukowcy starają się nas usilnie przekonać! Dzięki takim nawykom rzadziej jadamy przetworzone produkty, uczymy dzieci naszych nawyków żywieniowych, oraz mamy czas na świadomą konsumpcje co przekłada się na zaspakajanie swojego rzeczywistego głodu a nie pospieszne, nerwowe zapychanie żołądka. I Duńczycy są w tym świetni. Nie ma nic bardziej hygge niż dźwięk bulgoczącego niespiesznie gulaszu, stół nakryty przez zniecierpliwione dzieci i zapach świeżo pieczonego chleba. Dla Duńczyka każdy posiłek to dobry pretekst do spotkania i nie odchodzą oni od stołu szybciej niż nie wyczerpią wszystkich tematów do rozmowy.

Ale jeśli zostanie coś na stole to wiedzą, co z tym zrobić "żeby się nie zmarnowało". Znamy to powiedzenie z naszej kuchni, prawda? Trzeba zjeść wszystko bo się zmarnuje, nawet jeśli już nie masz ochoty na jedzenie. A jak dziecko nie dojadło to trzeba dojeść po dziecku. A w gościach trzeba dojeść bo się ciocia obrazi. W restauracji jemy na siłę, bo już zapłaciliśmy.... To teraz opowiem Wam prosto z Dani co dla nich oznacza "nie marnować jedzenia". Oznaczy to tylko tyle, że każdy nakłada sobie porcje, które jest w stanie zjeść, a jeśli w garnku zostanie nam jeszcze trochę zupy to przecież można ją odgrzać jutro albo zawekować w słoik. Dla mnie (absolutnego laika w przetwarzaniu żywności do słoików) Duńczycy to mistrzowie przetworów! Chociaż dobrze pamiętam babcie gotującą słoiki przez całą końcówkę lata i jesień to w Dani jednak ta cudowna tradycja pozostała żywa do dzisiaj. Udało mi się znaleźć nawet informacje o tym, że Duńczycy dzielą się ze sobą przygotowanymi potrawami i wspólnie je wekują. W słoikach można znaleźć pasty, sosy, domowy ketchup, zupy, gulasze, marynowane ryby... Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że miło w wietrzny, zimowy wieczór otworzyć słoik który pachnie i wygląda jeszcze jak jesienne słońce? Samo wekowanie posiłku nie powoduje większych strat składników odżywczych niż ich gotowanie i odgrzewanie na bieżąco a pozwala nam spożywać warzywa i owoce których zimą nie dostaniemy już na ekologicznym targu.


Według Duńczyków nie ma nic prostrzego od domowego wypieku chleba a jednak my wzbraniamy się przed tym obiema rękami. Prosto nie oznacza szybko. Zdrowa dieta i zdrowy styl życia lubi prostotę bo w końcu im łatwiej nam coś opanować, tym większa szansa, że stanie się naszym nawykiem ale i codzienną przyjemnością. Sama też zauważam, że kiedy nadchodzi wieczorne lenistwo nie mam ani ochoty ani zapału do wyrafinowanych połączeń i nowych smaków. Lubię uprażyć kaszę gryczaną z cebulą, marchwią i grzybami w drugiej ręce trzymając kubek ciepłej herbaty. Myślę, że niejeden Duńczyk chętnie przyłączyłby się do mojej uczty. Skorzystaj z mrożonek, słoików z buraczkami od babci, kapusty kiszonej jak znalazł na sałatkę do obiadu. Upiecz drożdżowe bułki z truskawkami. Będzie na prawdę hygge i zdrowo. Chodzi tylko o to, że lepiej ugotować ulubioną pomidorową niż zrezygnować ze zdrowej, domowej diety na rzecz zamówionego w lenistwie makaronu czy pizzy.


Comfort food - czyli jedzenie, które przywołuje miłe wspomnienia. Chociaż ten zwrot nie pochodzi rodem z Dani, bardzo mi się kojarzy z duńskim podejściem. Duńczycy nie żałują sobie ani innym tego co dobre. Niestety może wynikać z tego również dużo złego (jak słabość do słodyczy i tłustych potraw) ale zabierzmy od nich tylko to, co dobre! Nie żałuj sobie zimą truskawek ze słoika ani syropu z malin tylko dlatego "że szkoda". My Polacy lubimy ten zwrot i tą oszczędność, prawda? Nie jedz grzybów bo tak mało było tej jesieni, nie jedz malin bo drogie, nie jedz jagód bo szkoda, zostaw na później... Czyli na kiedy? Teraz jest czas żeby o siebie dbać. Kiedy przychodzą te dwa ciężkie miesiące, na półkach warzywnych wszystko wygląda mało apetycznie, ciężko już dostać świeży kalafior czy jędrne jabłka, warto się posiłkować tym co nam zostało z lata i jesieni. Nie tylko aby przywołać te miłe wspomnienia ze wspólnego grzybobrania ale też aby nasza dieta nie zaczęła opierać się o same ziemniaki i kiszoną kapustę! Zima to trudny czas kiedy jednocześnie brakuje nam witamin i antyoksydantów a jesteśmy szczególnie narażeni na grasujące wirusy potrzebujemy ich jeszcze bardziej. Nie żałujmy sobie ani naszym bliskim tego co dobre, nasze zdrowie i samopoczucie nam to wynagrodzi. Domowe sposoby wzmacniania organizmu i naturalne leki z domowej apteczki to najlepszy sposób zapobiegania sezonowej grypie.


Złoto z Bałtyku - tak Duńczycy nazywają nasze śledzie! Śledź i makrela to ryby o najlepszym stosunku kwasów tłuszczowych omega-3! Jeśli sprawdzić spożycie ryb i owoców morza w Dani to osiąga ono na prawdę imponujące wielkości. To zdecydowanie jest nawyk, który warto zabrać do polskiej kuchni, zwłaszcza że pochodzi z tego samego morza ;). Ryby można podawać w tylu różnych formach co mięso! Rada prosto z duńskiego wybrzeża? Zamiast przygotować pulpety z drobiu lub wieprzowiny - zmiel mięso dorsza i podaj z domowym sosem koperkowym. Zamiast wędliny użyj wędzonej ryby a do sałatki z kukurydzą dodaj śledzie zamiast kurczaka. W niedzielę zamiast schabowych przygotuj pieczoną makrelę - na pewno zrobi furorę wśród domowników.

Kiedy patrzę w stronę polskiego brzegu Morza Bałtyckiego, myślę że chociaż dzieli nas całe morze to jednocześnie przecież nas łączy! I nasza zimowa kuchnia w dużym stopniu przypomina tradycyjną kuchnię duńską. Jeśli więc gubisz się i frustrujesz w zaciemnionej już kuchni pomyśl, że u nas zima jest bardzo krótka i bardzo łaskawa. Spróbuj wprowadzić do niej nieco hyggeligt duńskiego światła a na pewno poczujesz się lepiej. Od teraz może się okazać, że to najsmaczniejsza i najmilsza kulinarnie pora roku.


Nyd maden, skål!

Czynne: pon. — pt.: 10:00 — 18:00
sobota: 11:00 — 15:00

Dietetyk kliniczny

Maria Kisielowska

ul. Juliana Ursyna Niemcewicza 26 (VI piętro, pokój 606)
 71-520 Szczecin

©2018 by Maria Kisielowska & Grzegorz Szalewicz

Oficjalni partnerzy: